Moja podróż do zdrowienia: Mówienie o uzależnieniach

Nawet wtedy, gdy przestałem pić i palić, dalej w sobie nosiłem to przekonanie, że lepiej siedzieć cicho. Że przeszłość powinna zostać zamknięta i zapomniana. Że mówienie o uzależnieniach to obnażanie się, słabość, wystawianie się na ocenę. Bałem się etykietek. Bałem się, że ktoś mnie sprowadzi do jednego słowa: alkoholik. Bałem się, że to przekreśli wszystko inne.

Kiedy byłem w najgorszym miejscu, najbardziej brakowało mi jednego – ludzi. Prawdziwych ludzi. Nie ocen, nie rad, nie złotych myśli. Brakowało mi poczucia bezpieczeństwa, tego, że ktoś widzi mnie takim, jakim jestem, i mimo to nie odwraca wzroku. Brakowało mi poczucia wartości, którego wcześniej w ogóle nie znałem. Przez większość życia czułem się samotny, nawet gdy byłem wśród innych.

I paradoksalnie dopiero wtedy, gdy odbiłem się od dna, gdy byłem już naprawdę zmęczony ucieczką, trafiłem na ludzi, których zawsze mi brakowało. Ludzi, przy których nie musiałem nic udowadniać. Ludzi, którzy dali mi coś, czego wcześniej nie znałem – poczucie, że jestem bezpieczny i że mam wartość nie dlatego, że coś robię albo coś osiągam, ale po prostu dlatego, że jestem.

To był moment, w którym coś we mnie zaczęło się porządkować. Nie od razu. To był proces. Nadal jest. Do dziś mam pokrzywdzoną psychikę, do dziś mam gorsze momenty, do dziś głowa potrafi dać o sobie znać. Ale już nie uciekam. Już nie muszę się znieczulać. Już wiem, że to, co czuję, nie czyni mnie słabym.

Z czasem pojawiła się we mnie misja. Nie taka górnolotna, nie „ratowanie świata”. Bardziej ludzka. Prosta. Chęć dzielenia się tym, co przeżyłem, dokładnie takim, jakie było – bez koloryzowania, bez robienia z siebie bohatera. Zrozumiałem, że kiedy odkrywam się przed innymi, pokazuję swoją twarz, swoją historię, swoje błędy i blizny, to nie tracę autorytetu. Wręcz przeciwnie. Dla wielu ludzi to jest jedyna forma autorytetu, która w ogóle coś znaczy.

Nie jestem ekspertem z książek. Nie mówię z teorii. Wszystko, co piszę i mówię, jest w stu procentach pokryte moim życiem. Ja to wszystko noszę w sobie. Samotność, ból, długi, strach, chaos – to wszystko było. I część tego wciąż we mnie jest. Dlatego nie opowiadam historii „z pozycji siły”, tylko z pozycji kogoś, kto naprawdę przeszedł przez ciemność i wie, jak ona wygląda od środka.

Zacząłem mówić publicznie o uzależnieniach, bo zobaczyłem, jak ogromną ulgę przynosi prawda. Najpierw mnie. A potem innym. Kiedy odezwały się osoby, które pisały: „Myślałem, że tylko ja tak mam”, „Dzięki, bo pierwszy raz ktoś to nazwał”, „Czytając to, poczułem, że nie jestem sam” – zrozumiałem, że to ma sens.

Nie chcę nikogo pouczać. Nie chcę nikogo straszyć. Nie chcę nikogo nawracać. Chcę po prostu być żywym dowodem na to, że nawet jeśli życie się rozsypało, nawet jeśli było naprawdę bardzo źle, to nie przekreśla to przyszłości. Że można żyć inaczej. Spokojniej. Prawdziwiej.

Uzależnienie rośnie w ciszy. A zdrowienie zaczyna się w momencie, kiedy ktoś ma odwagę powiedzieć głośno: „Tak, to mnie dotyczy. I chcę spróbować inaczej.” Jeśli moja historia ma pomóc choć jednej osobie poczuć, że nie jest sama, to wiem, że warto było przestać milczeć.

———————————————————————————————————————————————————————————-
Chcesz rzucić palenie?
Zachęcam Cię do sięgnięcia po mój ebook, oczywiście bez presji:
„Wyrwij się z nałogu. Oddychaj. Żyj.”
Kup teraz

Jeśli chciałbyś odbyć ze mną konsultację, napisz na maila:
📧 kontakt@nowezyciebezfajek.pl

Nie zapomnij też dołączyć do mojego newslettera, aby być na bieżąco z nowościami na blogu:
Zapisz się tutaj