
Przez lata w gabinetach, na terapiach, w rozmowach z ludźmi uzależnionymi i ich rodzinami słyszałem w kółko te same zdania. „Gdyby tylko bardziej się postarał…”, „Jakby naprawdę chciała, to by przestała”, „To kwestia charakteru”, „Po prostu brakuje mu silnej woli”. Te słowa padają często z bezsilności, czasem ze złości, a czasem z niewiedzy. I choć brzmią logicznie, są jednym z największych mitów, jakie narosły wokół uzależnień. Prawda jest taka, że uzależnienie to nie słaba wola, tylko głęboka, realna zmiana w funkcjonowaniu mózgu 🧠. Zmiana, która wpływa na myślenie, emocje, decyzje i zachowanie, często wbrew najlepszym intencjom osoby uzależnionej.
Kiedy ktoś uzależniony mówi „nie mogę przestać”, bardzo często naprawdę nie kłamie. To nie jest wygodna wymówka ani manipulacja. To opis stanu, w którym mózg przestaje działać tak, jak u osoby zdrowej. I dopóki tego nie zrozumiemy, będziemy kręcić się w kółko oskarżeń, wstydu i nieskutecznych prób „ogarnięcia się”.
Uzależnienie nie zaczyna się od dna. Zaczyna się niewinnie. Od papierosa na przerwie, kieliszka po pracy, tabletki na sen, scrollowania telefonu „tylko przez chwilę”. Mózg dostaje sygnał ulgi, nagrody, chwilowego spokoju. Wydziela się dopamina – neuroprzekaźnik odpowiedzialny za motywację, przyjemność i uczenie się. To naturalny mechanizm. Problem zaczyna się wtedy, gdy mózg uczy się, że ta jedna substancja lub zachowanie jest najszybszą drogą do ulgi. I zaczyna ją traktować jak coś absolutnie priorytetowego.
Z czasem mózg osoby uzależnionej przestaje reagować normalnie na codzienne bodźce. Rzeczy, które kiedyś dawały radość – rozmowa, spacer, jedzenie, bliskość – przestają wystarczać. Układ nagrody zostaje „przestrojony”. Potrzeba coraz silniejszego bodźca, coraz częściej, coraz bardziej. To nie jest kwestia wyboru. To biologiczna adaptacja mózgu do nadmiaru stymulacji.
W praktyce wygląda to tak, że kora przedczołowa, czyli część mózgu odpowiedzialna za racjonalne decyzje, planowanie i kontrolę impulsów, zaczyna działać coraz słabiej. Jednocześnie układ limbiczny, odpowiedzialny za emocje i reakcje instynktowne, przejmuje stery. Człowiek wie, że coś mu szkodzi, ale nie potrafi przestać. To nie jest brak wiedzy. To brak dostępu do mechanizmów, które pozwalają tę wiedzę wykorzystać w chwili impulsu.
Dlatego uzależnienie to nie słaba wola, tylko stan, w którym wola została biologicznie osłabiona. Mózg dosłownie pracuje inaczej. Badania neuroobrazowe pokazują zmniejszoną aktywność obszarów odpowiedzialnych za samokontrolę i zwiększoną reaktywność na bodźce związane z nałogiem. To dlatego widok papierosa, butelki czy nawet stresującej sytuacji potrafi uruchomić automatyczną reakcję głodu. To nie jest „zachcianka”. To sygnał alarmowy w mózgu 🚨.
Warto też zrozumieć rolę stresu. Przewlekły stres, traumy, napięcie emocjonalne, brak poczucia bezpieczeństwa – to wszystko zmienia chemię mózgu. Kortyzol, hormon stresu, zaburza pracę układu nagrody i zwiększa podatność na uzależnienia. Dla wielu osób nałóg staje się formą samoleczenia. Nie dlatego, że chcą się niszczyć, ale dlatego, że nie znają innego sposobu regulowania emocji. Alkohol uspokaja. Nikotyna daje chwilowe skupienie. Substancja nie rozwiązuje problemu, ale daje iluzję kontroli. Mózg zapamiętuje to bardzo szybko.
Kiedy osoba uzależniona próbuje przestać, pojawiają się objawy odstawienia. Nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne. Lęk, drażliwość, bezsenność, pustka, brak sensu, poczucie „rozsypania się”. To nie są fanaberie. To efekt nagłego spadku dopaminy i rozregulowania układu nerwowego. Mózg krzyczy: „wróć do tego, co znam, bo inaczej nie przetrwamy”. I w tym momencie sama silna wola bardzo często nie wystarcza.
Dlatego tak szkodliwe jest mówienie: „wystarczy chcieć”. To zdanie zamyka drogę do realnej pomocy. Wzmacnia wstyd, poczucie winy i przekonanie, że „ze mną jest coś nie tak”. A wstyd jest jednym z największych paliw uzależnienia. Im bardziej ktoś się wstydzi, tym bardziej ucieka w nałóg. To błędne koło, z którego trudno wyjść bez wsparcia 🤍.
Przez lata pracy widziałem ludzi niezwykle inteligentnych, wrażliwych, odpowiedzialnych, którzy nie potrafili przestać pić, palić czy brać. Nie dlatego, że byli słabi. Ale dlatego, że ich mózg był przeciążony, rozregulowany i pozbawiony narzędzi do zdrowej regulacji emocji. Kiedy zaczynaliśmy pracować nie nad „odcinaniem nałogu”, ale nad odbudową układu nerwowego, poczucia bezpieczeństwa i relacji ze sobą, zmiana stawała się możliwa.
Uzależnienie jest chorobą mózgu, ale chorobą odwracalną. Mózg ma ogromną zdolność neuroplastyczności. Potrafi się regenerować, uczyć na nowo, tworzyć nowe połączenia. Ale potrzebuje czasu, cierpliwości i odpowiednich warunków. Sen, regularność, wsparcie emocjonalne, terapia, psychoedukacja – to wszystko pomaga odbudować to, co zostało osłabione. Silna wola wraca, ale nie jako punkt wyjścia, tylko jako efekt zdrowienia.
Bardzo ważne jest też to, jak mówimy o uzależnieniu w rodzinie i społeczeństwie. Słowa mają moc. Kiedy mówimy „alkoholik”, „ćpun”, „słaby”, odbieramy człowiekowi godność. Kiedy mówimy „osoba z uzależnieniem”, zostawiamy przestrzeń na zmianę. To nie jest poprawność polityczna. To realny wpływ na proces zdrowienia. Człowiek, który czuje się widziany i rozumiany, ma większą szansę wyjść z nałogu niż ten, który słyszy tylko oskarżenia.
Jeśli jesteś osobą uzależnioną i czytasz ten tekst, chcę, żebyś wiedział jedno: to, że jest Ci trudno, nie znaczy, że jesteś słaby. To znaczy, że Twój mózg nauczył się reagować w sposób, który dziś już Ci nie służy. I da się to zmienić. Małymi krokami. Czasem z pomocą specjalisty. Czasem z pomocą grupy. Czasem z pomocą jednej osoby, która uwierzy w Ciebie wtedy, gdy Ty jeszcze nie potrafisz.
Jeśli jesteś bliską osobą kogoś uzależnionego, spróbuj spojrzeć na niego nie przez pryzmat „dlaczego znowu to zrobił”, ale „co takiego przeżywa, że jego mózg nie widzi innej drogi”. To nie znaczy, że masz wszystko akceptować. Granice są ważne. Ale zrozumienie zmienia sposób stawiania tych granic. Zamiast walki – dialog. Zamiast wstydu – odpowiedzialność. Zamiast presji – proces.
Nałóg nie jest wyborem. Wyjście z nałogu jest procesem. Procesem, który zaczyna się od zmiany narracji. Od uznania, że uzależnienie to nie słaba wola, tylko stan, który wymaga leczenia, wsparcia i czasu. Kiedy to zrozumiemy, przestajemy pytać „dlaczego on taki jest”, a zaczynamy pytać „jak możemy mu pomóc naprawdę”.
Mózg, który przez lata był bombardowany substancją lub zachowaniem, potrzebuje nowego języka bezpieczeństwa. Potrzebuje nauczyć się, że emocje można regulować inaczej, że napięcie można rozładować bez ucieczki, że ulga nie musi niszczyć. To jest możliwe. Widzę to każdego dnia. U ludzi, którzy jeszcze niedawno byli na dnie, a dziś uczą się żyć od nowa. Nie idealnie. Ale prawdziwie 🌱.
Jeśli dotarłeś aż tutaj, to znaczy, że coś w Tobie szuka zrozumienia, a nie prostych ocen. To dobry znak. Bo zmiana zawsze zaczyna się od świadomości. A świadomość od prawdy. A prawda jest taka, że uzależnienie to choroba, którą można leczyć. I że każdy człowiek zasługuje na szansę, by odzyskać siebie.
———————————————————————————————————————————————————————————-
Chcesz rzucić palenie?
Zachęcam Cię do sięgnięcia po mój ebook, oczywiście bez presji:
„Wyrwij się z nałogu. Oddychaj. Żyj.”
➡ Kup teraz
Jeśli chciałbyś odbyć ze mną konsultację, napisz na maila:
📧 kontakt@nowezyciebezfajek.pl
Nie zapomnij też dołączyć do mojego newslettera, aby być na bieżąco z nowościami na blogu:
➡ Zapisz się tutaj

