O mnie – Artur Uzależniony

Dziecko, które było samo. Nastolatek, który uciekał. Dorosłość, która bolała.

Nie urodziłem się alkoholikiem ani palaczem. Nie obudziłem się któregoś dnia z myślą, że chcę zniszczyć sobie życie. Uzależnienie nie zaczyna się od alkoholu czy papierosów. Uzależnienie zaczyna się dużo wcześniej – od samotności, od pustki, od braku miłości i poczucia, że jest się niechcianym. Moja historia nie jest wyjątkowa. Jest bolesna, trudna i bardzo ludzka. I właśnie dlatego chcę ją opowiedzieć. Jest to Moja najszczersza historia dla Was.

Pochodzę z małej miejscowości. Z miejsca, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą, gdzie plotka rozchodzi się szybciej niż prawda, a dzieci bardzo wcześnie uczą się wstydu. Wychowywałem się w rozbitej rodzinie. Tak naprawdę wychowywała mnie tylko matka, choć i ona była bardziej nieobecna niż obecna – nie z braku chęci, ale z konieczności. Dużo pracowała. Musiała. Życie nie zostawiło jej wyboru. W praktyce więc opiekowała się mną babcia. A że wnuków było dużo, nikt nie miał przestrzeni, żeby naprawdę mnie zobaczyć.

Od najmłodszych lat czułem, że jestem inny. Czułem samotność, której nie potrafiłem nazwać. Czułem pustkę, której nie umiałem wypełnić. W domu nie było rozmów o emocjach, nie było poczucia bezpieczeństwa, nie było miejsca na słabość. Nie było też zaufania. Wiedziałem, że nie mogę powiedzieć, co czuję, bo nikt nie będzie w stanie tego unieść. Zostawałem z tym sam. Sam ze swoim strachem ,smutkiem i bólem emocjonalnym.

Ojciec alkoholik i wstyd, który zjadał od środka

Mój biologiczny ojciec był alkoholikiem. Nie było go w moim życiu, ale jego cień był obecny cały czas. W małych miejscowościach takie rzeczy nie giną. One żyją własnym życiem. Jako dziecko słyszałem teksty, szepty, komentarze. „Twój ojciec to alkoholik”. Dla dorosłych to może być jedno zdanie. Dla dziecka to wyrok. Bywały bolące słowa „Jak Twoja matka mogła być z pijakiem?”

Miałem 12–13 lat, chodziłem do szkoły i bardzo się tego wstydziłem. Bałem się ,wstydziłem. Nie miałem z kim o tym porozmawiać. Nie ufałem matce. Wiedziałem, że nie mogę jej powiedzieć, co się ze mną dzieje. Nie dlatego, że była zła. Dlatego, że nie czułem się bezpiecznie, żeby się otworzyć. A dziecko, które nie ma gdzie oddać emocji, zaczyna szukać ujścia. Szuka akceptacji i wsparcia po za domem.

Pierwsze papierosy – ulga, której nie powinno być

Wtedy pojawiły się papierosy. Miałem 12–13 lat. Podkradałem je matce, chowałem, uciekałem do parku albo na podwórko. Uczyłem się palić. Kaszlałem. Kręciło mi się w głowie. Ale była ulga. Chwila ciszy w środku. Pierwszy raz poczułem, że coś mnie uspokaja 🚬.

Dziś wiem, że to był moment, w którym nauczyłem się jednego bardzo niebezpiecznego schematu:
👉 emocje są za trudne – trzeba je czymś zagłuszyć.

Nie było wtedy rozmowy. Nie było terapii. Nie było dorosłego, który powiedziałby: „To, co czujesz, ma sens”. Był papieros. I to wystarczyło, żeby mózg dziecka zapamiętał drogę ucieczki. Chociaż chwilowo nie cierpiałem i się nie bałem, wstydziłem.

Nastolatek bez narzędzi, pełen złości

W okresie nastoletnim było coraz gorzej. Nie radziłem sobie z emocjami. Złość, frustracja, wstyd, poczucie bycia gorszym – to wszystko kumulowało się we mnie latami. Często się biłem. Agresja była jedynym językiem, jaki znałem. Jedynym sposobem, żeby na chwilę poczuć kontrolę. Żeby przestać czuć się mały i bezradny. Często wieczorami wpisywałem w google takie zapytania jak -„Jak się zabić aby już nie cierpieć?”

Nie byłem „złym dzieciakiem”. Byłem dzieciakiem, który nie miał żadnych narzędzi emocjonalnych. Nikt mnie nie nauczył, jak rozmawiać o tym, co czuję. Nikt nie pokazał, że można inaczej a przede wszystkim ,że jest ktoś komu na Mnie zależy.

Używki zamiast bliskości

Papierosy były już codziennością. Alkohol pojawił się trochę później – około 17–18 roku życia. Wchodząc w dorosłość, zderzyłem się z rzeczywistością, która była dla mnie czarna i bez perspektyw. Widziałem świat w ciemnych barwach. Nie wiedziałem, że życie może wyglądać inaczej niż praca od rana do nocy, zmęczenie, frustracja i ucieczka.

Nikt mi nie pokazał, że mogę:
– mieć własną firmę
– mieć szczęśliwą rodzinę
– mieć pasję
– mieć wybór

W tym czasie pojawiły się też narkotyki. Marihuana. Amfetamina. Miałem 16, 17, 18 lat. To była kolejna forma ucieczki. Kolejna próba poradzenia sobie z tym, czego nie rozumiałem i nie potrafiłem unieść. Zmieniałem szkołę, bo nie radziłem sobie z rówieśnikami. Nic nie było „kolorowe”. Było chaotycznie, ciężko i coraz bardziej samotnie.

Alkohol przejmuje stery

Około 20. roku życia alkohol bardzo szybko przejął kontrolę. Na początku niewinnie. 3–4 piwa wieczorem. Po to, żeby się wyciszyć. Żeby zasnąć. Żeby nie myśleć. Bardzo szybko przerodziło się to w picie codzienne. A potem w picie od rana. Na początku pomagało Mi to picie i palenie lecz to co było ulgą później stało się koszmarem.

Nie zauważyłem momentu, w którym przekroczyłem granicę. Uzależnienie nie krzyczy. Ono szepcze. Mówi: „jeszcze jedno”, „przecież wszyscy piją”, „należy Ci się”. Papierosy? Minimum paczka dziennie. Często więcej. Alkohol i nikotyna stały się stałym elementem mojego funkcjonowania.

Nie piłem dla zabawy. Piłem, żeby przetrwać. Żeby nie czuć. Żeby nie być sobą.

Początek drogi w dół

Z perspektywy czasu widzę bardzo wyraźnie, że wszystko, co działo się później – upadki, dno, terapie, szpitale – miało swoje źródło właśnie tutaj. W dziecku, które było samo. W nastolatku, który nie potrafił nazwać emocji. W młodym dorosłym, który nie wierzył, że zasługuje na coś więcej.

Ta część mojej historii nie jest łatwa. Ale jest potrzebna. Bo jeśli ktoś dziś czyta te słowa i widzi w nich siebie – to nie jest przypadek. Uzależnienie nie jest słabością. Jest skutkiem braku miłości, bezpieczeństwa i wsparcia.

W Części II opowiem o tym, jak alkoholizm rozwinął się w pełni. O dnie. O szpitalach. O bezdomności. O momentach, w których wydawało się, że nie ma już odwrotu. O problemach z prawem. A w Części III – o terapii, przełomie, trzeźwości i nowym życiu.

Jeśli dotarłeś do końca tej części, dziękuję Ci za zaufanie 🤍
I pamiętaj jedno: jeśli coś w tej historii rezonuje z Tobą – to znaczy, że nie jesteś sam.

———————————————————————————————————————————————————————————-
Chcesz rzucić palenie?
Zachęcam Cię do sięgnięcia po mój ebook, oczywiście bez presji:
„Wyrwij się z nałogu. Oddychaj. Żyj.”
Kup teraz

Jeśli chciałbyś odbyć ze mną konsultację, napisz na maila:
📧 kontakt@nowezyciebezfajek.pl

Nie zapomnij też dołączyć do mojego newslettera, aby być na bieżąco z nowościami na blogu:
Zapisz się tutaj